Smażone skorpiony i inne przysmaki można znaleźć w malutkiej uliczce w Pekinie.
W pierwszej chwili nie wierzyłem własnym oczom. Z odległości wyglądało to, jak zwykła budka z grillem, a gdy podszedłem bliżej to …
… ujrzałem żywe, ruszające nogami i swoim jadowym ostrzem skorpiony, przymocowane do patyków, czekające na amatora przysmaku.
A oto i ja w momencie robienia tego zdjęcia, uchwycony przez Tomka Wyrwas (pozdrawiamy Elbląg!)
No jakby komuś było jeszcze mało skorpionów, to na bardziej wybrednych czekają jeszcze inne przysmaki: pieczone jedwabniki, szarańcza lub koniki morskie.
Smacznego!
Podobne tematy:Azja, Chiny, folklor, kuchnia, Zagraniczne









Na zdjęciu Tomka wyglądasz jakbyś się oblizywał… fuj…

Swoją drogą, ciekawe jakie poruszenie wywołała by taka budka gdzieś w Warszawie czy Poznaniu
One się ruszały! na tych patykach! i tak kręciły tym swoim żądłem, kolcem jadowym w prawo i w lewo. Nie wiadomo było, czy to jakieś jadowite, czy nie. Bo z jednej strony kusiło dotknąć paluszkiem, ale co będzie jak dziabnie??!!
Widzę że poszerzasz galerię okropności. Najpierw był obrzydliwy kleszcz a teraz jeszcze skorpiony i szarańcza. Zawsze się zastanawiam czy bym kiedyś przywykła do jedzenia robaków gdyby mnie los zmusił.
No ta Blondynka Pawlikowska, to coś pisała o dużych białych, bogatych w białko robakach w dżungli amazońskiej, ze to podobno jakiś przysmak!
Tylko tamte był na żywo i połykając je czułaś jak się Tobie w ustach ruszają, machają odwłokiem i łaskoczą przełyk. Ja tam wolę kromkę chleba z kiełbaską, serkiem i pomidorkiem.
Mniamm! Te jedwabniki wyglądają całkiem smakowicie. A reszta robali też niczego sobie. Ruszały się, mówisz? No i dobrze, znaczy świeże.
Dziewczyno! Jedwabniki wyglądały jak prosto od liści morwy oderwane! Nic tylko chrupać i mlaskać językiem.
O, to, to. Lubię chrupiące. Człowiek wie, że je.