Archiwum tagów dla 'babia-góra'

Perć Akademików

Perć Akademików (Akademicka Perć), to zdecydowanie jeden z najbardziej unikalnych szlaków turystycznych w Beskidach. Początek swój bierze na Górnym Płaju, niedaleko schroniska na Markowych Szczawinach i prowadzi wprost w obłoki, na szczyt Babiej Góry.

Babia Góraa
Czytaj dalej … ‘Perć Akademików’

Podobne tematy:, , , ,

Czytaj tutaj podobne relacje i zdjęcia:

  • Babia Góra zimą
  • Kierunek Białka Tatrzańska
  • Babia Góra - wycieczka klasowa 40-sto latków
  • Babia Góra
  • Wodospad w Sopotni Wielkiej, czyli udany atak na Pilsko
  • Babia Góra zimą

    Babia Góra, Królowa Beskidów, zwana jest także Matką Niepogody. Dlatego nie ma chyba lepszej pory na zimową wycieczkę, jak właśnie w kwietniu.

    To było bardzo szybkie wejście. Kalkulowałem, że skoro zachód słońca wypada o 20-stej, to muszę zdążyć z Lancokorony na Przełęcz Lipnicką, czy jak kto woli Krowiarki najpóźniej na godzinę 16-stą. Półgodzinne spóźnienie obiecałem sobie nadrobić intensywnym marszem.

    Podejście na Babią Górę

    Czytaj dalej … ‘Babia Góra zimą’

    Podobne tematy:, , , ,

    Czytaj tutaj podobne relacje i zdjęcia:

  • Perć Akademików
  • Kierunek Białka Tatrzańska
  • Babia Góra - wycieczka klasowa 40-sto latków
  • Babia Góra
  • Szadź
  • Kierunek Białka Tatrzańska

    [Ferie zimowe w Białce Tatrzańskiej 2007 - część 1, 2, 3]

    Ferie zimowe w tym roku jakoś nam nie wyszły, więc postanowiłem sięgnąć do wspomnień z 2007 roku.

    Znowu okazało się, że Białka Tatrzańska stanowi najlepszy kompromis pomiędzy tymi jeżdżącymi na stokach, bieganiem na nartach i włóczędze po okolicy.

    Na początku najważniejszy jest trening i sucha zaprawa ;-)

    Snowboard, sucha zaprawa

    W drodze z Gliwic, pierwszy krótki przystanek w Zawoji, pod Mosorny Groń, aby zrobić sobie zdjęcie Babiej Góry od północnej strony.

    Podróż na wakacje,  Mosorny Groń.Zawoja


    Przełęcz Lipnicka
    była przejezdna i nieźle odśnieżona.

    Przełęcz Lipnicka, Krowiarki

    Za to szlak prowadzący w Pasmo Polic w ogóle nie przetarty.

    Przełęcz Lipnicka, droga w pasmo Policy

    Widok na Babią Górę od strony południowej, od Orawy. Biała, zimowa czapa przykrywa jej łagodną kopułę.

    Babia Góra zimą, widok z Orawy

    Orawa prezentowała się bardzo interesująco. Trzeba będzie poświęcić więcej czasu tej krainie. To aż wstyd, aby tyle razy włazić na Babią Górę, a nie pochylić się do jej stóp.

    Orawa

    Beata pasowała do snowboardu całkiem nieźle.

    Snowboard, Białka Tatrzańska

    Czasami można wykorzystać dorastającego syna i zgodność rozmiarów obuwia i samemu popróbować swoich sił na snowboardzie.

    Naukę rozpocząłem w kącie stoku, w towarzystwie kilkunastoletniej dziewczynki, która już była w stosunku do mnie godzinę do przodu!

    Snowboard, nauka jazdy

    Następnego dnia syn zdążył mi wytłumaczyć, abym trenował zjazd naśladując spadnie liścia, no wiec zjeżdżałem zakosami w prawo i w lewo, nie mając koncepcji jak przejść na następny etap snowboardowego wtajemniczenia.

    Trenowałem samemu na całym stoku. Jakoś amatorów na wczesne wstawanie nie było. Wyciąg był nie czynny, bo do tego padał deszcz. A co mi tam! Za kumpla miałem miejscowego kundelka.

    Snowboard, trening Białka Tatrzańska

    Podobne tematy:, , ,

    Czytaj tutaj podobne relacje i zdjęcia:

  • Perć Akademików
  • Babia Góra zimą
  • Babia Góra - wycieczka klasowa 40-sto latków
  • Babia Góra
  • Snowpark Biały Krzyż
  • Babia Góra - wycieczka klasowa 40-sto latków

    “Tam, na wschód, w mgły tumanach Babia Góra stoi,
    Błyszczący namiot śniegów jej ramiona stroi:
    Przy niej góry uklękły, a ona nad niemi
    Wyniosła - jak bohater nad synami ziemi.”
    - Edmund Wasilewski 1849

    Nikt nie przypuszczał, że rzucony na chybił trafił pomysł zaowocuje tak bardzo udana imprezą, bogatą w liczne wydarzenia.

    Babia Góra

    Na tak WIELKĄ okazję jak Wycieczka Klasowa Babia Góra wydawała się godnym celem i nie omyliliśmy się.

    Przyjazd

    Zgodnie z wstępnie opracowanym planem działania zajechaliśmy do Zawoji. Na miejscowym targu kupiłem oscypki, zasiedliśmy na ławeczce i rozpoczęliśmy ucztę. Wypatrzyłem nadjeżdżającego Matiza Kasi, wyszedłem na środek drogi aby jej pomachać, a ta nieboraczka, prawie mi po butach przejechała, a i tak nas nie zobaczyła.

    Potem nadjechał Darek, wesoło nam pokiwał, więc ruszyliśmy za nim na miejsce spotkania.

    Zbiórka była w tej samej knajpie, w której zakończyła się wyprawa na Babią Górę dwa miesiące wcześniej.

    Przywitania, buzi,buzi, tak jak w dobrej, kochającej się rodzince.

    A kto tam nie przyjechał! Frekwencja była fenomenalna !!!

    Była Agnieszka z Markiem i z drugim Markiem sobowtórem, którym udało się jednak jakoś urwać od zawodowych obowiązków.
    Był Darek z Maćkiem, który godnie idzie w ślady swojego taty.
    Była Danka z Grzegorzem, który załapał po matce bakcyla górskiego włóczęgostwa.
    Była Kasia z Krzysiem, zawsze chętna aby się gdzieś ruszyć.
    Byłem także i ja z Beatą, która doskonale wrosła w naszą klasę, Maćkiem i Tomkiem.
    Bożena meldowała, że się spóźni wracając z jakiejś zakopiańskiej konferencji.
    Mirek jechał od strony Krakowa, oderwawszy się z trudem od przesympatycznego Jasia i nie mniej sympatycznej Asi.
    Czekając na resztę towarzystwa wyluzowaliśmy się jednym kufelkiem piwa.

    Zaparkowaliśmy u sprawdzonego górala tuż przed wejściem do Babiogórskiego Parku Narodowego. Zalaliśmy wprost jego posesję samochodami. Przewidujący Darek wyciągnął z bagażnika motywator w postaci butelki Żywca, aby góral bardziej się starał pilnując nasze pojazdy.

    Ubraliśmy się jak trzeba i w drogę!

    Babiogórki Park Narodowy przywitał nas ładną słoneczną pogodą. Jesień zawiała już w te strony malując stoki pastelowymi barwami. Dość strome podejście od razu zmoczyło nasze czoła kropelkami i strumykami potu.

    Markowe Szczawiny

    Młodzież dawała sobie dzielnie radę. Nawet najmłodsi dźwigali plecaki ze swoim ekwipunkiem.

    Markowe Szczawiny

    Szlak był na szczęście na tyle krótki, że nikt nie zaczął ubolewać nad wyborem tej, a nie innej trasy i znaleźliśmy się na polanie Markowe Szczawiny.

    W schronisku już czekały na nas zarezerwowane dwa ośmioosobowe pokoje. I choć miałem dużo wątpliwości, czy stateczne już towarzystwo nie będzie wolało dwójek lub trójek, to jednak okazało się że wszyscy byli zadowoleni, że będziemy spać razem i nacieszymy się naszym towarzystwem.

    Markowe Szczawiny
    Pojawiły się pierwsze alkoholowe dylematy.

    I oto nadchodzą dwaj spóźnialscy: Bożena z Mirkiem. Jak ich zobaczyliśmy razem zbliżających się do schroniska to wydawało się, że nagle czas cofnął się o 20 lat do tyłu.

    wycieczka klasowa

    Zjedliśmy co nieco, pokrzepili piwem i ruszyliśmy od razu na spotkanie przygody na szlaku. Żółty szlak Perć Akademików jest na tyle różnorodny, że każdy szybko zapomniał o domowych troskach i z zachwytem parł do przodu. Pogoda nam sprzyjała. Czyste niebo, cieplutko i świecące słońce tworzyło piękną jesienną aurę.

    Perć Akademików

    Jak to super jest tak wędrować z osobami, z którymi przebywało się non-stop 20 lat temu. To tak jakby George Wells nadjechał nagle ze swoim wehikułem czasu.

    Babia Góra

    Szczyt Babiej Góry (1725 m n.p.m.) przywitał nas rozległą panoramą. Widoczność była doskonała. Na południu mur Tatr zajmował znaczną część horyzontu. Tatry Bielskie, Jagnięcy, Wysoka, Rysy, Tatry Zachodnie od razu kojarzyły się z naszymi górskimi zmaganiami.

    Niespiesznym krokiem wróciliśmy przez Przełęcz Brona, żywo rozmawiając i cykając sobie na wzajem mnóstwo fotek.

    Noc przy ognisku

    W schronisku dokonaliśmy koniecznych zakupów, gromadząc zapasy na najbliższą noc.

    I tu Mirek okazał daleko wzroczną przezorność. Mało tego! Okazał się prawdziwym wizjonerem! A jego dokonania należy powielać w przyszłości. Otóż zakupił od razu cztery spawki puszek z piwem, a nie po jednej tak jak my. Co za przezorność, ale w tym momencie pomyślałem raczej „A kto to wypije?” I już widziałem Mirka znoszącego na dół puszki piwa w plecaku.

    Nocne ognisko obok Babiej Góry było głównym punktem programu. Kolektywnie nazbieraliśmy całą masę opału z powalonego na środku szlaku drzewa. Wyjęliśmy kiełbaski, odkapslowaliśmy butelki i zaczęliśmy śpiewać tak jak kto umiał.

    Ognisko - Markowe Szczawiny

    Mirek ponownie zabłysnął tak jak w dawnych, szkolnych latach całym swoim talentem gitarowym. I choć jego repertuar sprowadzał się tylko do jednego utworu, ale za to do jakiego!

    „Przeleć mnie w kosodrzewinie, przeleć mnie
    ach jak ja to lubię przeleć mnie w kosodrzewinie
    w kosodrzewinie przeleć mnie jeszcze raz”

    I przecież nasze komórki mają dyktafony, a aparaty nagrywają filmiki, więc dlaczego nikt nie nagrał tego szlagieru, to naprawdę trudno zgadnąć. Żądam replay’u !!!!

    Wziąłem obu Maćków, ubraliśmy czołówki i poszliśmy w las. Coś po 200 metrach kompletnej głuszy i czerni chłopcy stwierdzili, że może jednak nie i zawrócili. Ruszyłem więc dalej samemu przed siebie górnym płajem, wprost na Osuwisko nasłuchując ewentualnego pomrukiwania niedźwiedzicy. Ciemno wszędzie, cisza, zapach lasu, po prostu bajka!

    “Noc czarów. I zaklęte rozwiały się wrota
    Świetlanej snów krainy, tęsknot i zachwytu -
    I coraz jaśniej wkoło łuna bladozłota
    Kładzie się na gór szczyty i na strop błękitu.”
    - Ludwik Szczepański 1897

    Z daleka pobrzękiwała gitara Grzegorza, naszego barda, który nie dość że umiał coś zagrać na tych sześciu strunach, to jeszcze miał na tyle bogaty repertuar, że mogliśmy się drzeć całą noc.

    Przy ognisku towarzyszył nam Bogdan, pracownik schroniska, gawędząc i opowiadając rozmaite historie związane z Babią Górą, Parkiem i schroniskiem na Markowych Szczawinach. Oj, super się słuchało tych wszystkich opowieści, wziętych prosto z życia, a nie z jakiegoś przewodnika.

    Nieźle już podchmieleni zaczęliśmy wydzwaniać do tych co nie mogli nam towarzyszyć i musieli zostać w domu. Oczywiście nie
    mogliśmy zapomnieć i o tym komu dane było przez trzy lata się z nami użerać, o naszym nauczycielu Sławku Romanowskim.

    W środku nocy dołączyli do nas nowi goście, czteroosobowa grupa idące od strony Przełęczy Lipnickiej. Darek wykorzystał od razu swój zmysł handlowca wymieniając kiełbaski do pieczenia, na piwo, którego zaczęliśmy już odczuwać niedomiar.

    Na szczęście zapobiegliwie zabrał z sobą również szampan, krupniczek i cygara, a więc pojawiły się krążące w koło butelki i „fajka” pokoju.

    Oj ciepła to była noc, co niektózi porozbierali się do samych krótkich rękawków grzani z zewnątrz ogniskiem, a od środka wodą ognistą. Dopiero w domu odkryłem zdziwiony, że ktoś robił zdjęcia moim aparatem!

    Babia Góra nocą

    Po co poszliśmy właściwie spać, to tego nie wie nikt. O czwartej planowaliśmy wymarsz na Babią Górę, aby przeżyć ten osławiony wschód słońca, a była już trzecia. Kto był chętny na ranne wstawanie nastawił sobie budzik w komórce i zapadł w sen.

    O czwartej usłyszałem najpierw czyjeś ciche piknięcie, potem odezwał się mój telefon łagodnym tematem Luka Skywalkera z Gwiezdnych Wojen, a POTEMMMM!!! To co stało się potem to naprawdę nie da się opisać, to trzeba przeżyć samemu. W środku nocy, w ciszy schroniska zagubionego gdzieś w lasach na stokach Babiej Góry rozległ się dźwięk komórki Mirka. Ale JAKI to był dzwięk! Coś równie debilastego, upierdliwego aż do bólu i przeszywającego na wskroś rozespaną świadomość ciężko sobie wyobrazić. A ona dzwoniła i dzwoniła i dzwoniła. Myśmy już o mało się wszyscy nie posikali ze śmiechu, a ona dzwoniła i dzwoniła dalej. A Mirek … spał sobie w najlepsze.

    W końcu opanowaliśmy salwy śmiechu i kto miał siły i ochotę założył sobie na głowę czołówki (zwane przez Darka nosówkami) i weszliśmy w ciemny las. Szybko doszliśmy na Przełęcz Brona gdzie już widać było na horyzoncie pierwsze oznaki budzącego się dnia.

    Przełęcz Brona

    Wrażenia z nocnego marszu są trudne do opisania dla takiego gryzipiórka jak ja. Tu nawet i taki Adaś Mickiewicz razem ze swoim słynnym trzynasto-zgłoskowcem miałby poważne problemy.

    Babia Góra pomału zapełniała się ludźmi czekającymi na wschód. Niektózi przeczekali na Diablaku całą noc. Ktoś rozbił sobie namiot. Pełny luzik.

    Wchód słońca wynurzającego się zza horyzontu i rozświetlającego mur Tatr, a w dole gęste mgły nad Orawą, to trzeba zobaczyć i przeżyć samemu!

    Babia Góra

    A tak na marginesie, to zdjęcie Kasi siedzącej na kamieniach i obserwującej wschód słońca zostało wykorzystane potem przez Mirka w montowanym przez niego filmie i rozeszło się w oszałamiającym nakładzie 100 000 egzemplarzy! No cóż, niektózi z nas stali się bardzo sławni, a ja dzięki tej sławie zarobiłem pierwsze w mym życiu 50 złotych polskich za sprzedaż zdjęcia dla prasy. Oto zawodowy fotograf się ze mnie zrobił i już! National Geographic już puka do moich drzwi!

    Babia Góra - Gówniak

    Pięknie się schodziło z Babiej Góry. Poprzez Gówniak, na Sokolicę i dalej ścieżką zwaną Perć Przyrodników. Kto kocha las i przyrodę, ten wie o czym mówię.

    Preć Przyrodników

    No i tak dotarliśmy na Markowe Szczawiny wprost na koniec śniadania naszych śpioszków.

    I tu wszyło na jaw dlaczego Agnieszka miała poprzedniego dnia takie kłopoty wdrapać się do schroniska. Czego to ona w tym swoim plecaku nie miała! Serwetę, serwetki, zastawę, cukiernicę, masę smakołyków i solidny słoik smalcu. Szczególnie ten ostatni specjał wzbudził moje najwyższe zainteresowanie i uznanie. Nie, że ze mnie jakiś żarłok, skądże znowu, ale lepiej chowajcie przede mną wszystko co macie.

    Pomarudziliśmy trochę przed schroniskiem, bo nikomu się nie chciało w taki piękny dzień kończyć już całej wycieczki, a potem za radą Bogdana zeszliśmy czarnym szlakiem do Zawoji. Trasa ta jest dużo bardziej atrakcyjna od szlaku zielonego i każdemu z całego serca ją polecam. Szliśmy pięknym bukowym lasem brodząc nogami w żółtych, opadłych już liściach.

    Pożegnanie

    Wycieczkę zakończyliśmy tam gdzie sie rozpoczęła, czyli w pensjonacie Jawor.

    Odbył się przy tym mały konkurs. Zadanie poległo na odgadnięciu czyje to nogi są widoczne na zdjęciu z wycieczkowego plakatu. No i rzecz niesamowita, ani ich posiadaczka, ani nikt pozostały nie umiał odgadnąć zagadki. Ostatecznie zwycięzcą został Grzegorz. Ciekawe, ciekawe gdzie to ten chłopak się wcześniej gapił???

    Babia Góra - wycieczka klasowa

    No i cóż, rozstaliśmy się w super nastrojach, zadowoleni z pracowicie spędzonego weekendu i umawiając na przyszłą wiosnę.

    Dziękuję Wam z całego serca ze te piękne chwile, życzę każdemu aby miał taką super klasę !!!

    [Babia Góra 8.10.2005r.]

    Podobne tematy:, , ,

    Czytaj tutaj podobne relacje i zdjęcia:

  • Perć Akademików
  • Babia Góra zimą
  • Kierunek Białka Tatrzańska
  • Wodospad w Sopotni Wielkiej, czyli udany atak na Pilsko
  • Beskid Żywiecki – Sopotnia Wielka - Pilsko
  • Babia Góra

    [Babia Góra 10-11.07.2005r]

    „O, a tam jest Babia Góra” - pokazała Kasia palcem. Siedzieliśmy z Mirkiem na stoku Małej Rycerzowej i robiliśmy krótki popas. Słoneczko fajnie przyświecało, nasz cel, Bacówka pod Rycerzową leżała w dole.

    „Tak, to właśnie tam wybieramy się na następną wycieczkę” - odpowiedziała Danka.

    Zastrzygłem uszami. Co ? Wybierają się na Babią Górę? Beze mnie? Przecież mnie tam już rok nie było i sam chętnie znowu bym poleżał sobie na Diablaku, pieszcząc oczy widokiem Orawy i Tatr.

    Yes – YES – YYYEEESSS !!!

    chciałoby się krzyknąć na samą myśl o wycieczce na Królową Beskidu, o noclegu w schronisku na 1000 m.n.p.m, o świetnej atmosferze tam panującej i tych wszystkich bukach, kosodrzewinach, jagodach i całej babiogórskiej przyrodzie.

    Nieśmiało podniosłem do góry 2 dwa palce, pytając czy też mogę się zgłosić do tej eskapady.

    No i udało się !!!!!!!!!
    Parę tygodni później zapakowaliśmy się wszyscy do Kasi samochodu i ruszyli na podbój Babiej Góry. Prognoza pogody była „średnio optymistyczna”, to znaczy całą sobotę deszcze przelotne, a w niedzielę deszcz ciągły. Nic nas to nie zraziło, lepiej trochę zmoknąć i mieć przy tym masę ubawu i wspomnień niż przesiedzieć w domu. Wiadome więc było, że pierwszego dnia musimy wejść na szczyt, bo jutro już może nie dostaniemy takiej szansy.

    W Zawoji zaczęliśmy od kawy i ciastek, obejrzenia mapy i od wyszukania górala, u którego można by bezpiecznie przenocować samochód. Pierwszy góral i od razu trafiony-zatopiony.

    PLAN był prosty.
    Kasia z Krzysiem dojedzie spokojnie na Markowe Szczawiny drogą najkrótszą, od bramy parku i tam zaczekają na wspólny „atak” na szczyt.

    Danka i ja wiedzieliśmy, że trzeba wybrać trasę najdłuższą w myśl zasady DALEJ-SZYBCIEJ-WIĘCEJ. Bardzo mnie ciągnęło na Jałowiec, który kiedyś z powodu burzy musiałem sobie odpuścić i teraz była okazja aby to nadrobić. Koncepcja poniekąd słuszna, ponieważ z Jałowca jest super widok na Babią Górę i widząc po drodze swój cel z przyjemnością się do niego podąża.

    Rozpoczęliśmy podejście naszym ulubionym tempem BARDZO SZYBKIE PLUS.
    Już po 2 godzinach wiedzieliśmy, że trochę przegięliśmy z trasą i mieliśmy wyrzuty sumienia, że Kasia+Krzyś będą musieli na nas dłużej niż zamierzaliśmy czekać.

    Rozległa i słynna panorama z Jałowca była taka sama jak prognoza pogody, czyli nie było widać nawet drugiego końca polanki :-((( No i bardzo dobrze!!! Jak to mówią do trzech razy sztuka, a więc jest powód, aby się tam wybrać po raz trzeci, to już na pewno nie przeszkodzą mi ani pioruny, ani deszcze.

    Deszcz sobie planowo siąpił, padał i przestawał. Od czasu do czasu zadawaliśmy sobie pytanie, czy właśnie w tej chwili to jest ten zapowiadany przelotny, czy już należy go zaliczyć do ciągłego. Czyli humory nas nie opuszczały :-)))

    Nie widzieliśmy także sensu stosowania jakichkolwiek środków przeciwdeszczowych. Wylewało się z nas podczas forsownego marszu tyle samo potu, co wlewało za kołnierz z góry, a więc osiągnęliśmy stan całkowitej równowagi hydro-jakiejś-tam.

    A buczyna wokół nas była przepiękna!!! Pod nią soczyście się zieleniła trawa i mchy. Mniam, mniam, uwielbiam takie lasy.

    Przelecieliśmy Klekociny i Tabakowe Siodło, gdzieś po drodze zza mgieł ukazała się Mędralowa (oj, TAM to można by się kiedyś kimnąć w drodze z Pilska na Babią Górę, w bazie studenckiej Głuchaczki – wszyscy z którymi kiedyś rozmawiałem na szlaku bardzo sobie chwalili tamtejszą bazową atmosferę).

    Deszcz zmienił się z przelotnego na bardziej przelotno-ciągły. Po drodze minęliśmy dwie zafoliowane osoby. Tylko buty było widać :-)))

    Pilnie rozglądaliśmy się, aby nie przegapić tak jak kiedyś zejścia na czerwony szlak prowadzący prosto do schroniska na Markowych Szczawinach. JEST. A więc ostatnia prosta.

    Szlak zamknięty od paru lat zaczyna zarastać. A szkoda. Poprowadzony tzw. Górnym Płajem jest idealnym połączeniem ze schroniskiem.

    Chwila zadumy na Hali Czarnego. W pamięci mi tkwi obraz PRZEOGROMNEJ hali pełnej jagód. Nie ma wypasu owiec, hala zarosła. Wszędzie wyrastają młode świerki, które za parę lat w całości pokryją jagodowe pola.

    Jest. Doszliśmy w końcu do schroniska. Spotkanie z Kasią i Krzysiem. Ci już obadali wszystko co było wokół do obadania i gotowi są to startu na SZCZYT.

    Szkoda czasu na odpoczynki, jest już po 17stej , trzeba się więc sprężać, aby za dnia zejść na dół.
    Połykamy szybko zupkę dopychając ją kanapkami, kupujemy parę puszek piwa na wypadek, gdyby zamknęli nam potem bufet (oj, to by była potem czarna rozpacz :-(((( ). Zostawiamy plecaki w naszym pokoju, ubieramy coś suchego i W DROGĘ.

    Prawie wbiegamy na przełęcz Bronę i tutaj ….. nareszcie! Chmury rozstępują się i mamy widok, na Małą Babią. Szybko robimy sobie fotki, aby ocalić coś z tego. Ocalić TĄ chwilę, zapisać w formie bajtów i bitów, na spokojne jej przeżywanie, kontemplowanie po powrocie do domów, aby stanowiła inspirację do nowych pomysłów, aby w zimowe wieczory nas ogrzała.

    Znad Kościółków podziwiamy stoki Babiej Góry, Perć Akademików, płaty śniegu, sam wierzchołek tonie we mgle.

    Krzysiu, dzielny chłopak, wali ostro do przodu. Nie wygląda na zmęczonego, a raczej na NAPALONEGO tak samo ja my, aby coś zobaczy i przeżyć.

    Ostatnie podejście na Diablak i już jesteśmy. Babia Góra. Na szczycie mgła. Widoczność 10 metrów. Ani Orawy, ani Tatr, ani widoków na godzinne wylegiwanie się na trawce, tak jak to obyczaj nakazuje.

    Szlak Perć Akademików jest świeżo po remoncie, jeszcze zamknięty. No ale widziałem w oczach dziewczyn i czułem w ich głosach, że po to tu przyszły, po to aby przejść się Percią Akademików i Przyrodników. Kasia z nie dużym jeszcze Krzysiem musi odpuścić, za dużo tam błota i mogą być pozdejmowane niektóre łańcuchy. Wraca przez Bronę. Ma bojowe zadanie wykupić multum gorących herbat, jeszcze zanim nam zamkną o 20-stej schroniskowy bufet.

    Schodzimy. Widzę po Dance jak się rozkoszuje każdym stopniem, każdym łańcuchem, otaczającymi nas piargami i widokami. Twarz rozjaśnia zachwyt zdobywcy. :-)))

    Wchodzimy w las. Przepiękny górnoreglowy bór świerkowy. Stare świerki, wysokie i zdrowe, inne zjadane przez korniki, zwalone przez burze, spróchniałe, na ich szczątkach wyrasta młode pokolenie.

    Jeszcze tylko kawałek Górnym Płajem i znowu wszyscy razem na tarasie schroniska. Oj herbatka ma niesamowity smak i urok po całym dniu łazikowania z worem na plecach. Dla takiego momentu warto wstać i ruszyć się z miejsca !!!

    Zapada zmierzch, już wszyscy przechodni turyście zeszli na dół. Zostają tylko rezydenci, rozpoczynają się rozmowy w coraz bardziej mieszanym towarzystwie, krążą puszki z piwem, wokół otacza nas cudowna i nienazwana atmosfera gór i lasów.

    Nie pójdziemy w nocy na szczyt. Czekać na osławiony babiogórski wschód słońca. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś. Może innym razem, innej nocy, przy wygwieżdżonym niebie, znikające chmury dadzą sygnał do wymarszu. Założymy wtedy czołówki, gorącą herbatę zaparzymy w termosach i odprowadzani przez szum lasu, przez odgłosy zwierząt ( mruczenie wygłodniałych niedźwiedzi ) pójdziemy po kolejną przygodę :-)))

    Tej nocy dołączamy się do rozśpiewanej stołówki, gdzie goście razem z obsługą grają na gitarze, harmonijce ustnej i śpiewamy razem z nimi, aż do późna w nocy. Atmosfera tego momentu zatrzymuję nas przed udaniem się w ramiona Morfeusza, zwlekamy z tym jak długo się da.

    Zasypiamy w super nastrojach i takich samych się budzimy. Pogoda nam sprzyja. Nic z ciągłego deszczu od samego rana. Wylegujemy się w łóżkach. Aż do południa krążymy po schronisku, nikomu nie chce się opuszczać tego miejsca. Docierają pierwsi turyści „z dołu”.

    Nie schodzimy najkrótszą drogą na dół. Gdzie tam. Walimy znowu na górę, na Bronę, i dalej na Małą Babią. Zaczyna się „deszcz ciągły”, który będzie nam towarzyszem przez następne godziny. Schodzimy żółtym szlakiem do Zawoji Czatoża i dalej przez Markowe Rówienki. Po drodze całe zagłębie jagodowe, nie sposób się oderwać. Duże i dużo. Jemy i jemy.

    No i koniec wędrówki. Docieramy na przystanek autobusowy w Zawoji przed wejściem do Babiogórskiego Parku Narodowego. Pętla została zamknięta. Na przystanku przebieramy się suche szmaty i wiiiiiooooooooo na obiad.

    Pierwszy spotkany nowo wybudowany obiekt, okazał się strzałem w dziesiątkę !!!
    Nikomu się nie chce dać pierwszemu sygnału do odjazdu, ale w końcu ruszamy z powrotem.
    No i ktoś miał szczęśliwy pomysł aby zatrzymać się jeszcze w Wadowicach. Zobaczyć kościół, dom Papieża, otoczenie.

    Zaczęły do nas dochodzić nerwowe telefony i sms’y z domu. Nikomu nie chciało się jednak spieszyć. Jeszcze pożegnalne lody i kawka, i ostania prosta do domu.

    I jak to dobrze, że nie przejęliśmy się prognozą pogody ……..

    Gliwice 31.07.2005r.

    jk

    Podobne tematy:, ,

    Czytaj tutaj podobne relacje i zdjęcia:

  • Perć Akademików
  • Babia Góra zimą
  • Kierunek Białka Tatrzańska
  • Babia Góra - wycieczka klasowa 40-sto latków
  • Wodospad w Sopotni Wielkiej, czyli udany atak na Pilsko



  • Ty też zostań fanem!

    Pobieraj tutaj informacje o nowych wpisach:

    RSS lub pocztą e-mail

    Sponsorzy i akcje